Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

17 lutego 2016

W Polsce buduje się długo ...bardzo długo.

W Polsce buduje się długo ...bardzo długo. (na zdjęciu krakowski Szkieletor)
Ostatnio zwrócił moją uwagę artykuł jaki znalazłem w serwisie Onet.pl pod tytułem: „Kompromitacja Polski. Budowa która trwa dłużej niż III RP.” (autor – Bartek Dajnowski). Autor opisuje w nim trwającą już ponad 30 lat budowę zbiornika w Świnnej Porębie, która to już nawet w Wikipedii ma swoją pozycję i jest w niej zapisane, że powinna zakończyć się do 2015 roku. Jak wiemy, mamy już 2016 rok i ...końca tej inwestycji nadal nie widać.
Postanowiłem zatem troszkę poszperać na temat czasu budowania i jak się okazuje to nawet Piramidę Cheopsa zbudowano szybciej, bo zajęło to Egipcjanom 20 lat. Pominę tu porównania kwestii technicznych związanych z różnicami poziomów w obu tych budowlach którym jak się obawiam polscy budowniczowie nie dorównali. Choć trzeba pamiętać, że oczywiście obie budowle, choć monumentalne to jednak znacznie się różnią.Jednak podczas przeglądania informacji na temat najdłużej trwających inwestycji budowlanych w Polsce zaskoczył mnie fakt, że powyższy przykład wcale nie jest rekordzistą, choć zapewne ma swoje miejsce w tej niechlubnej czołówce.
Otóż jak zapewne większość Warszawiaków doskonale wie, to jedną z najdłuższych inwestycji w Polsce jest – budowa Metra w Warszawie, którego to plany powstały w 1925 roku, a pierwsze badania geologiczne związane z tą inwestycją miały miejsce już w 1927 ...itd po miesiącach, latach, dziesięcioleciach już w 1995 oddano do użytku pierwszą z dwóch zakładanych początkowo linii metra. Drugą oddano już zaledwie 20 lat później w 2015 roku. Nie wiem jak inni do tego podchodzą, ale dla mnie fakt, że wybudowanie dwóch linii metra w naszej stolicy zajęło prawie sto lat jest przerażające!!! O czym przecież świadczy? Czyżby nie dało się tego zrobić w krótszym czasie? Sprawdziłem i jak się okazuje można było wybudować je znacznie szybciej i wcale nie chcę tu podawać za porównanie budowy metra w Dubaju, która zajęła niecałe 4 lata. Dlaczego zatem inwestycje budowlane w Polsce ciągną się przez dziesięciolecia?
Metro w Warszawie vs Metro w Dubaju - Najdłużej budowane inwestycje w Polsce
Pytam o to, bo te dwa przykłady jak już wcześniej napisałem nie są wyjątkami. Wystarczy zerknąć na krótką galerię zdjęć z przykładami takich „wiekowych budowli” w naszym kraju, jaką kilka lat temu zaprezentowała Gazeta Wyborcza - „Najdłużej trwające inwestycje w Polsce. Budują 40 lat, a końca nie widać!” Zresztą jestem pewien, że każdy kto to czyta mógłby podać przykład takiej „niekończącej się budowli” z własnej okolicy, prawda?
Doskonałym przykładem takiej niekończącej się budowy jest „Szkieletor” z Krakowa, budynek, który miał stać się Krakowską siedzibą NOT (Naczelnej Organizacji Technicznej) ...do dziś nie został ukończony, i co ciekawe posiada nawet swój opis na Wikipedii. Trudno się nie zgodzić, że to już jest swego rodzaju „osiągnięciem”. Wątpię jednak, aby można było być z tego dumnym. Choć, są już informacje, że ów „Szkieletor” pod koniec 2017 roku zamieni się w pełnowartościowy budynek i zostanie oddany do użytkowania.
Przyznam, że im dalej szperałem tym bardziej ta sprawa wydaje się być interesującą, bo przecież na całym świecie polscy specjaliści i inżynierowie budowlani, ba nawet architekci, są cenionymi pracownikami właśnie dlatego, że potrafią zbudować coś szybciej i lepiej niż inni. Zresztą wystarczy spojrzeć na nasze własne podwórko. Przecież dlaczego na ten przykład centra handlowe stawiane są w kilka miesięcy, ale już budowa szpitala zajmuje kilkadziesiąt lat? Co jest powodem, że inwestycje budowlane ministerstw naszego kraju mogą być porównywane do budowania katedry Sagrada Familia w Barcelonie? Nie chcę tu siać jakichś spiskowych teorii, ani oskarżać kogoś personalnie, ale przecież Koloseum w starożytnym Rzymie postawiono w 10 lat, a w Polsce są budynki, które buduje się znacznie dłużej, jak chociażby Teatr Wielki Opery i Baletu w Katowicach... który nadal pozostaje w sferze planów i uznawany jest za najdłużej budowany teatr muzyczny w Polsce.
Centrum Kliniczno-Dydaktyczne w Łodzi vs Sagrada Familia w Barcelonie - Najdłużej budowane inwestycje w Polsce
Ja oczywiście rozumiem, że powody mogą być najróżniejsze, że przyczyną mogą być problemy finansowe, albo techniczne ...ale na serio? Rzymianie setki lat temu budowali szybciej, ...ba jak wspomniałem, Egipcjanie tysiące lat temu budowali bardziej okazałe budowle i też dużo szybciej. Nic dziwnego, że podczas ostatniej kampanii wyborczej PO, tak łatwo obaliło hasło „Polska w ruinie”, bo przecież jest cały czas w budowie, wręcz ...niekończącej się budowie. Przypomnę, że przez ostatnie „iks” lat rządów PO – PSL było mnóstwo debat na tematy, jak je nazwę „z dupą związane” (aborcja, in-vitro, związki partnerskie) i co najgorsze w większości z nich nasi politycy nie doszli do żadnego konsensusu i nadal jesteśmy postrzegani za państwo pełne zabobonów i nietolerancji. To wcale nie jest śmieszne, wystarczy spojrzeć na fakty. Przecież politycy, którzy brali udział w dyskusjach o aborcji w zdecydowanej większości należą do pokolenia które to właśnie z tych zabiegów korzystało najchętniej. Za czasów ich młodości „skrobanki” były legalne i wręcz masowo wykonywane w państwowych szpitalach (za czasów ówczesnego PRL-u). Zaznaczę, że to tylko jeden przykład zakłamania posłów i senatorów biorących udział w tych dyskusjach, które zmarnowały ich czas i tym samym nasze pieniądze.
Zbiornik w Świnnej Porębie vs Piramida Cheopsa - Najdłużej budowane inwestycje w Polsce
Zastanawiające jest w takim razie jedno – kiedy ktoś pójdzie po rozum do głowy i zacznie wyciągać konsekwencje względem tych nieudolnych osób, które przyczyniają się do tego, że nasz kraj ma obecnie bardziej zacofane prawo, niż miało to miejsce jeszcze 30 lat temu, że skarb państwa traci na inwestycjach trwających dziesięciolecia, że zamiast przeznaczać środki budżetu państwa na konieczne i niezbędne inwestycje wydaje się je na, np. zakup nowych limuzyn dla rządu, gdzie o ile mnie pamięć nie myli to zaledwie w ubiegłym roku Rząd kupował 100 samochodów... Dlaczego w sejmie posłowie dyskutują bezproduktywnie (bo jak inaczej to nazwać, skoro nic takie dysputy nie zmieniają?) na najróżniejsze tematy, ale pomijają te istotne dla naszej gospodarki? Dlaczego inwestorzy zagraniczni, są lepiej traktowani od polskich przedsiębiorców? Dlaczego nikt nic z tym nie robi? Czy tylko mi nasuwa się myśl, że to wręcz jawne działania na niekorzyść Polski i Polaków?
Zresztą każdy dobrze wie, że wymieniać przykłady można by jeszcze bardzo długo. Mógłbym zadać jeszcze setki podobnych pytań, ale to przecież nie chodzi o wyliczanki, ile o to, aby w końcu ludzie podejmujący się funkcji społecznych i zajmujący poważne stanowiska w Rządzie zaczęli brać odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Aby zaczęli być z nich rozliczani i ponosili konsekwencje swoich błędów, bo może dzięki temu zaczną myśleć i działać na korzyść Polskiej gospodarki, a nie przeciwnie. Nie widzę innego rozwiązania obecnego stanu w naszym kraju, ale jeśli ktoś ma inny (może lepszy) pomysł to zachęcam do podawania przykładów w komentarzach.

20 lutego 2011

Politycy i internet

Swego czasu w wiadomościach wieczornych TVP zobaczyłem materiał pod tytułem „Politycy doceniają Internet” jaki przygotowała pani Anna Hałas-Michalska. Temat bardzo słuszny i odpowiedni do wiadomości TVP, aczkolwiek z jego zgodnością i obiektywizmem mógłbym się odrobinkę sprzeczać. Materiał przedstawiał przykłady polityków, którzy publikują w sieci i moim zdaniem powinny być to przykłady odpowiednie do powagi serwisu informacyjnego jakim przecież są wiadomości. Czy takimi właśnie były? …hmm to właśnie temat dość sporny. 
Materiał powinien podawać informacje o znaczeniu Internetu choćby podczas ostatnich wyborów, niestety pominięto tę tak prostą do wyszukania, acz znaczącą informację. Powinno się w nim móc spodziewać informacji dotyczących wartości i znaczenia publikowania materiałów wyborczych i ta informacja na całe szczęście się znalazła. Moim zdaniem dobrze gdyby znalazły się w nim również przykłady polityków porządnie prezentujących się w Internecie i rzetelnie go wykorzystujących, jak i tych robiących to nieodpowiednio. Co również jest do zdobycia, ponieważ Internet cechuje się tym, że co w nim zaistnieje najprawdopodobniej już w nim zostanie na kolejnych kilka lat (o ile nie na stałe). Niestety przykłady jakie zostały zaprezentowane były dość mało przemawiającymi pod względem prezentacji w sieci, a co za tym idzie pojawia się pytanie, dlaczego akurat te przykłady zostały podane? Czyżby w celach propagandowych? Dla osoby zorientowanej w tym co się dzieje w sieci nieścisłość podanych informacji, lub też mówiąc inaczej ironia przekazu będzie dość jasna i oczywista, jednak dla zdecydowanej większości odbiorców będzie to niestety informacja niepełna i wprowadzająca w błąd. 
Podsumowując materiał bardzo słuszny i dobrze przygotowany, aczkolwiek dość subiektywnie zaprezentowany, przynajmniej moim zdaniem.
Gwoli uściślenia podanych informacji pozwolę sobie zatem przypomnieć jak prezentowali się kandydaci na prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej w Internecie, tuż przed ostatnimi wyborami, można to zobaczyć - TU. Posiadając sporą wiedzę z zakresu budowania wizerunku, mógłbym tutaj wyliczać błędy popełnione przez polityków w prezentowaniu się w sieci, ale poprzestanę na paru znaczących faktach. Kilku z kandydujących polityków tuż po wyborach zaprzestało publikowania w sieci, i co interesujące paru z nich w ogóle zlikwidowało swoje blogi. Co świadczy o tym w jakim stopniu, są zainteresowani sprawami polityki, Polski i co najważniejsze zdaniem własnych wyborców. Niewielu z nich wykorzystało formy prezentacji video w Internecie oprócz spotów wyborczych. Można by zatem podejrzewać, że tylko znikoma liczba Polskich polityków w ogóle korzysta z Internetu.

L.U.C & ABRADAB "Kto jest ostatni?"

2 sierpnia 2010

Autor widmo - cały film online

Oryginalny tytuł filmu to „The Ghost writer” i jest to film Romana Polańskiego, co ważne (wyjaśnię później) premierę miał w lutym 2010r. Powinien zatem być dostępny w sklepach lub wypożyczalniach, a poniżej jest zamieszczony cały film znaleziony na serwisie cda.pl. Polecam go obejrzeć przed przeczytaniem tego artykułu, ponieważ nie chcę pisząc o tym filmie zdradzić fabuły (poniekąd postaram się zachować fabułę filmu w tajemnicy). Oto zwiastun filmu "Autor widmo" dla zachęcenia tych, którzy jeszcze tego filmu nie widzieli. Choć tak po prawdzie, nawet znając ogólny zarys fabuły jest to film, który i tak zaciekawi każdego widza, a poprzez znajomość opisanych poniżej faktów, lektura tego filmu może okazać się jedynie znacznie bardziej interesująca.
Film „Autor widmo” powstał na podstawie książki Roberta Harris'a "The Ghost" i co ważne autor książki współtworzył scenariusz wraz z Romanem Polańskim i brał czynny udział w tworzeniu filmu (z tego co przeczytałem).
Tytułowy „Autor widmo” jest osobą która to w czyimś imieniu publikuje swoje własne dzieła i zapewniam, że takie instytucje istnieją. Przykładem jednej z nich jest firma Ghostwriter Central z Los Angeles, którą to firmę dość łatwo znaleźć w Internecie, jednak zapewniam, że tego rodzaju firm jest bardzo wiele na całym świecie. 


Na serwisie IMDb można znaleźć kilka ciekawostek dotyczących filmu „Autor widmo” zwłaszcza mówiących o najprawdopodobniej zamierzonym podobieństwie postaci z filmu do realnych postaci światowej sceny politycznej, jak również podobieństwo tytułu pamiętników z filmu do rzeczywiście wydanych pamiętników Billa Clintona. Można tam również znaleźć ciekawostki dotyczące realizacji filmu, bo jak się dość łatwo zorientować podczas realizacji filmu Roman Polański został oskarżony i osadzony w areszcie. Co zasadniczo jest dość interesującą kwestią, bo jakimś trafem dość trudno uwierzyć mi w zbiegi okoliczności w tym przypadku. Roman Polański rozpoczął pracę nad tym filmem zasadniczo w roku 2007 podejmując się napisania scenariusza do filmu. Miał już przygotowaną obsadę i co ciekawe początkowo kilka z postaci filmowych miało być kreowanych przez innych aktorów. Niestety w wyniku opóźnień wynikłych z oskarżenia Romana Polańskiego wszystko się pomieszało i w efekcie końcowym zagrali inni aktorzy. Moim zdaniem zarówno Ewan McGregor jako autor widmo (w tej roli miał zagrać Nicolas Cage) oraz Olivia Williams jako Oliwia Lang (w tej roli miała zagrać Tilda Swinton) wspaniale wywiązali się z postawionego im zadania i pierwszorzędnie zagrali w filmie Romana Polańskiego.

Teraz kilka ciekawostek dotyczących filmu (lub innymi słowy książki) jakie można znaleźć w Internecie, które jeśli ktoś lubi tworzą swego rodzaju dopowiedzenie fabuły filmu (do czego nie zachęcam, ale zaprezentuję je jako interesujące zbiegi okoliczności).
* Autor książki Robert Harris wcześniej jako dziennikarz polityczny wspierał Blair’a jednak zaraz po opuszczeniu stanowiska premiera przez Tony’ego Blair’a porzucił wszelkie działania i zabrał się za napisanie powieści „The Ghost”.
* Było sporo wątpliwości, czy powieść „The Ghost” w ogóle zostanie opublikowana ze względu na wyjątkowe podobieństwo postaci książkowych Adama Lang’a do Tony’ego Blair’a ( wg. prawa angielskiego, jak i światowego jest zabronione publikowanie wszelkiego rodzaju treści dotyczących kogoś bez jego zgody).
* Zdjęcia do filmu nie zostały zawieszone pomimo aresztowania Romana Polańskiego, który nadzorował postępy w produkcji nawet będąc w areszcie.
* Podczas realizacji filmu „The Ghost writer” przez Romana Polańskiego Tony Blair pisze swoje pamiętniki, które miały ukazać się z początkiem roku 2010.
* Robert Harris był cytowany, że niby powiedział : „Chcę być pewien, że film się pojawi wcześniej, niż Tony Blair opublikuje swoje pamiętniki”.
* Kilka dni po premierze filmu Tony Blair odkłada datę opublikowania swojej książki na wrzesień 2010 r. (ponoć ze względu na zbliżające się wybory).
* 12 lipca 2010 władze Szwajcarii poinformowały, że nie wydadzą Stanom Zjednoczonym Romana Polańskiego. Jednocześnie Polański został zwolniony z domowego aresztu. Na podstawie „…braku pewności, że we wniosku ekstradycyjnym nie popełniono błędu.”

Dodam tak na marginesie, że sprawa o jaką oskarżony został Roman Polański jest w sumie dość wątpliwą, ponieważ jak można przeczytać: „Polański jest poszukiwany przez władze USA za uprawianie seksu z 13-latką, która będąc już dorosłą kobietą apelowała wielokrotnie o zamknięcie sprawy.” 

…hm prawda, że film wspaniały? Cała historia wciągnęła mnie na kilka dni i muszę przyznać, że postawiła wiele znaków zapytania, a może to właśnie w filmie czają się odpowiedzi?

Tego akurat nie wiem. Wiem natomiast, że sam autor (Robert Harris) publicznie twierdzi, że zarówno książka jak i film dotyczy bardziej kwestii oderwania od rzeczywistości przez polityków, niż jakichkolwiek teorii spiskowych. W tej kwestii całkowicie się z nim zgodzę, że większość polityków podejmuje decyzje mając zaledwie mglisty wizerunek na konkretną sprawę, że zdecydowanie niewiele wiedzą na temat tego co dzieje się w realnym świecie i jakie problemy dotykają obywateli ich krajów.

Autor widmo - cały film online z lektorem


Zgodnie z założeniami zamieściłem cały film "Autor widmo", ponieważ można odnaleźć go na stronie internetowej równie popularnej jak i serwis Youtube, a ponieważ istnieje możliwość zamieszczania tego materiału na stronie w takim razie zapewne osoba, która w ogóle uploadowała (umieściła) ten film w sieci musi zdawać sobie sprawę z tego, że powinna mieć do tego pełne prawa., Tak czy inaczej, może przyczyni się to do zamknięcia tych nielegalnych serwisów internetowych, których liczba w polskiej strefie internetowej rośnie z dnia na dzień.
Zaznaczam, że nikt z autorów strony www.kfk.pc.pl - "KFK - kilka słów do kawy" nie zamieścił w sieci prezentowanych materiałów i filmów - jedynie komentujemy i cytujemy znalezione treści w sieci internet. 


Teksty źródłowe:
http://www.filmweb.pl/film/Autor+Widmo-2010-463952
http://www.imdb.com/title/tt1139328/
http://www.huffingtonpost.com/2010/03/04/tony-blair-memoir-the-jou_n_485664.html
http://entertainment.timesonline.co.uk/tol/arts_and_entertainment/books/article7049395.ece
http://pl.wikipedia.org/wiki/Robert_Harris
http://www.dailymail.co.uk/news/article-1255627/Fury-Tony-Blairs-5million-new-memoirs.html
http://en.wikipedia.org/wiki/The_Ghost_%28novel%29
http://en.wikipedia.org/wiki/Robert_Harris_%28novelist%29
http://informacje24.co.uk/swiat/europe/2721-polaski-zwolniony-z-aresztu.html

film ze strony cda.pl - http://www.cda.pl/video/491671d2

28 lutego 2010

Walczymy o pokój, ...czyli plaga hipokryzji

“- Mamy pokój.
- Gdzie, na Księżycu? U was wylatują w powietrze największe budynki świata, a u nas codziennie giną od kul dziesiątki ludzi, to jest pokój? Bałkany dopiero co płonęły, Kaukaz dopiero co płonął, Bliski wschód ciągle się pali, wasze armie toczą dwie wojny daleko od domu, zaś Afryka to permanentny holocaust, dlatego nie mów mi o triumfie pokoju, nie chcę tego słuchać, Jankesie...”
“4” Waldemar Łysiak
Czytam właśnie książkę z której pochodzi powyższy fragment (cytat z rozmowy miedzy przeorem klasztoru Kapucynów w Meksyku, a pułkownikiem tajnych amerykańskich służb wywiadowczych) . Jest to książka jednego z moich ulubionych autorów. Pozornie historyjka banalna i głupiutka, jednak autor okrasił ją wieloma bulwersującymi teoriami na których to potwierdzenie przytacza dowody. Zgadzam się z tym, że żyjemy w bardzo ciekawych czasach w których czasem trudno jest powiedzieć co jest co. Kiedyś wszystko było jasne i klarowne, a dziś chwilami człowiek zaczyna wątpić czy białe to nadal białe. Kiedyś wojna to była wojna, pokój to był pokój. Dziś służby pokojowe, czyli niby takie co szerzą pokój na świecie są uzbrojone po zęby. Kiedyś można było oglądać zapisy z kronik filmowych jak to rodziny oficerów niemieckich jeździły z wycieczkami na tereny objęte wojną lub okupacją (podobnie robili Rosjanie), żeby zobaczyć jak to szerzone są ich racje. Dziś nie ma już kronik filmowych, ale równie ciekawe rzeczy można zobaczyć na youtube. Poniżej prezentuję przykład z wycieczki na obszar objęty wojną.



Pięknie prawda? Jesteśmy coraz to i bardziej cywilizowani i prawa tak słuszne wprowadzamy w życie. Mamy wolność słowa, ale generalnie wolność pod kontrolą państwową. Walczymy o pokój na świecie... Właśnie “Walczymy o pokój” już to zdanie jest samo w sobie zaprzeczeniem i prosi wręcz o to by przytoczyć je w tej kwestii. Zmartwić niestety muszę czytelników, bo takich zaprzeczeń w otaczającym nas świecie mamy znacznie więcej. Przykłady chwilami wręcz rzucają się w oczy i im głośniej jest o jakiejś sprawie to można być pewnym, że ...coś tu śmierdzi. Zaprezentuję dwa z “przekręconych faktów”.
Świat ogarnięty jest kryzysem (niby maleje – sic!), ale kto najwięcej zarobił na owym kryzysie? Banki, wiele z nich pomnożyło swój kapitał kilkukrotnie(!!!). Swego czasu czytałem o tym w artykule w jednym z najbardziej znanych serwisów internetowych pięknie napisanym z przykładami, liczbami, ale też i równie szybko zastąpionym głupią notką. Zresztą o czym ja tu opowiadam zaraz się odezwie jeden z drugim ekonomista i zarzuci mi brak wiedzy i nierzetelność, bo przecież artykułu takowego już nie ma.
Drugim z ciekawych przykładów jest zakaz sprzedaży narkotyków, który to swoją drogą jak najbardziej popieram. Tym bardziej wścieka mnie ogólna hipokryzja w tej kwestii. Narkotyki są be i fe i świństwo to okropne. Wszem i wobec staramy się chronić dzieci przed narkotykami. Jednak jako znieczulenie narkotyki są uznane za słuszne i wskazane wręcz. Dzieci często są znieczulane nawet u dentysty właśnie narkotykami (!!!). Ergo narkotyki są zakazane, ale dentysta może je podać nawet dziecku. Oto przykład takiego dziecka po wizycie u dentysty.



...no dobrze chociaż, że słońce świeci jasno, bo jak ono zacznie świecąc dawać czarne światło to już wtedy będziemy mieli większy kłopot, żeby temu zaprzeczyć, albo to jakoś przekręcić.

19 lutego 2010

Dokładność w polskim wykonaniu może zabić, a na pewno ogłupić

Ostatnimi czasy mam okazję odnowić swoją znajomość języka angielskiego i to z pomocą native speaker's (pominę tłumaczenie, bo reklamy robią to zdecydowanie lepiej). Choć wcale nie w Anglii, jakoś od wysp jednak staram się trzymać z dala, może to ta ich pogoda, a może inne jakoweś powody. Tak czy inaczej po 17 godzinach podróży znalazłem się w Kanadzie. Podróż taka sama w sobie jest wyzwaniem. Sam czas lotów to ponad 11 godzin + przesiadka + odprawy + odbiór bagażu + rozmowa z celnikiem.. jednym słowem istny cyrk na kółkach, lub raczej na skrzydłach:) Co ciekawe w informacji LOT znajdziemy, że lot z Warszawy do Toronto trwa 8 i pół godziny do około 9 i pół godziny w zależności od kierunku. Jasnym jest mam nadzieję ten fakt i jego przyczyna, ale można by pomyśleć, że nawet beingowi się nie chciało wracać do polski. Przyznać musi każdy, że różnica pomiędzy 9 godzinami lotu, a 14 godzinną "przeprawą" pomiędzy lotniskami jest dość spora. Niedokładność w podanej informacji jak na mój gust potrafi wyprowadzić z równowagi (a wiem, że znane są też przypadki śmiertelne).
     Całym szczęściem miałem okazję lecieć tym samym samolotem co Polska reprezentacja na igrzyska zimowe, więc może to dzięki temu, wszystko poszło na prawdę dość miło. Siedziałem akurat obok sportowców i miałem okazję i przyjemność porozmawiać z kilkoma z nich. Media krzyczą jak to się niezbyt Kanadyjczykom udały te igrzyska i że ofiary śmiertelne, ale przecież igrzyska to igrzyska. Ja wiem jedno... nikt nic nie wspomniał na temat tego jak to nasi zawodnicy byli przygotowani do tych zawodów. Słyszałem, że p. Kowalczyk ma 70 kompletów nart i w ogóle... blablabla. Zapewniam, że wszyscy nasi biatloniści razem wzięci tylu nart nie mieli co ona jedna. Kiedy rozmawiałem z jedną z biatlonistek (w samolocie siedziała obok) usłyszałem, że nawet stroje jakie dostali były za duże i o zgrozo poradzono im "odciąć nogawki jak są za długie !!!" (nie powiem kto to powiedział). Tak to u nas jest, ale w telewizji wszyscy o p.Kowalczyk i Adasiu nadają. Szacunek się im należy za ich osiągnięcia, ale z drugiej strony wszyscy ci sportowcy startują w tych samych igrzyskach, reprezentują ten sam kraj i zapewniam, że równie mocno się starają jeśli nawet nie bardziej od tych medalowych. Czyżby nie zasługiwali na to, żeby choć godziwie ich wyposażyć? Cóż niedokładność w tym przypadku już zaczyna być bardziej irytującą, prawda? Może i nie dotyczy nas samych, ale i śmieszną też już nie jest. Ja na miejscu tych którzy mieli sobie obciąć rękawy i nogawki tak właśnie bym zrobił i z takimi fruwającymi frędzlami bym wystąpił, ale dziewczynom było głupio, więc... szyły rękawy i nogawki, sobie i kolegom.
      Kto to wie, może to jednak i dobrze? ...bo nie zmarzły zbytnio, a tu zimno dość. Wiatry tu takie zimne, że u nas w kraju nie miałem okazji się z takimi spotkać. Sporo czytam, bo generalnie wychodzić to się nie chce. Zabytków nie ma, bo kraj to młody (chwilami, aż głupio, bo ja starszy jestem od niektórych tutejszych miast.) Oczywiście są zabytki przyrody i mam zamiar kilka obejrzeć... ale o tym później. Wracając do tematu zimno jest na dworze, więc czytam i szperam po sieci i pech chciał, że natknąłem się na przekłady “Hamleta” którego to napisał William Shakespeare. (natknąłem się tu)
Przyznam, że tłumacze mają trudną misję przekazania tego co autor chciał powiedzieć, jednak podejmując się takiego wyzwania powinni starać się zrobić to rzetelnie. Sam coś niecoś o tym wiem, bo wielokrotnie podejmowałem się tłumaczeń (włącznie z tłumaczeniami symultanicznymi) i doskonale wiem jak trudne jest to czasem zadanie. Jednak nie ma co przesadzać. Tłumaczenie słowa mówionego, a tekstów ma jedną zasadniczą różnicę. Tłumacz książki ma zdecydowanie więcej czasu i może pozwolić sobie na dokładność i pietyzm. Niestety w naszym kraju hołubi się ba..łwanów w każdej z dziedzin. Mniej ważnym jest co kto umie, ale kogo zna i jakim papierkiem może się pochwalić. Oto przykład tych przekładów który poniżej w wielkim skrócie omówię
William Shakespeare "Hamlet" (Akt V, scena 2)

Oryginał
HAMLET
O, I die, Horatio;
The potent poison quite o'er-crows my spirit:
I cannot live to hear the news from England;
Stanisław Barańczak
HAMLET
Horacjo, umieram.
Moc tej trucizny mroczy moje zmysły.
Już nie posłyszę wiadomości z Anglii,
Józef Paszkowski
HAMLET
Żegnam cię, Horacy;
Potęga jadu mroczy zmysły moje.
Już się angielskich posłow nie doczekam!
Maciej Słomczyński
HAMLET
O Horatio,
Umieram. Moc tej trucizny zagłusza
Już duszę moją, nie dożyję wieści
Z Anglii, lecz wróżę, że wybór tu padnie
Władysław Tarnawski
HAMLET
Och, Horacjo, konam,
Trucizny moc odnosi nad mym duchem
Zwycięstwo. Nie dożyję wieści z Anglii,

     Błędy tłumaczenia tego fragmentu łatwo zauważyć nawet przeciętnemu znawcy języka angielskiego . Każdy, ale to każdy z tych przekładów jest w jakimś stopniu niewłaściwy. Jeśli nie są to rażące błędy w tłumaczeniach pojedynczych słów (!!) to znaleźć można błędy w rozmieszczeniu słów pomiędzy wersami. Przecież gdyby Szekspir chciał napisać coś o zmysłach to zapewne użyłby odpowiedniego słowa, a użył konkretnego i wyjątkowo oczywistego (od wieków!!) SPIRIT – duch (w znaczeniu ludzkiej duszy) (tu jest tłumaczenie w słowa spirit jako dowód) Cóż się jednak dziwić panom tłumaczom co poniektórym, bo błędy potrafią robić jeszcze ciekawsze. Oto kolejny przykład. Jeden z podręczników do nauki języka angielskiego posiada ciekawostkę lingwistyczną. Otóż naucza on, że "Jesteś sympatyczny – You are sympathetic" (tu ten sam słownik i tłumaczenie słowa sympatyczny)
Przyznam, że nawet spotkałem się z tym słowem kiedyś na rozmowie o pracę. Pewna pani testując moją znajomość języka angielskiego powiedziała mi: “you are very sympathetic, but unfortunately your english is not good enough” (od razu pomyślałem, że chciała chyba powiedzieć: “Jesteś “sympatyczny”, ale niestety twoja znajomość angielskiego jest nie wystarczająca”) Miałem wtedy problem ze zrozumieniem intencji w tym zdaniu, przez wzgląd na jego logiczny ciąg, jak i słowo sympathetic (pathetic – żałosny), które później znalazłem w słowniku. Długo wtedy się zastanawiałem, jak ktoś z jej wykształceniem może popełniać takie błędy. Chyba, że owa Pani miała na myśli właśnie "pathetic", bo tak wtedy sam o sobie myślałem. Dzięki wizycie tutaj odnalazłem odpowiedź na moje pytanie. Ten podręcznik leży tu na półce w polskiej księgarni. Szkoda tylko, że abym mógł dostrzec te wszystkie niedokładności musiałem przebyć tak daleką drogę.
Wszelkie nasze polskie niedokładności są takie sym... phatetic.

20 listopada 2009

Sieć internet dostaje swoje prawa

Parlament Unii Europejskiej uznał za konieczne głosownie na temat zaostrzenia kar za przestępczość w internecie. O tym wszystkim zadecydują w przyszłym tygodniu, ale sieć już chcą nam zablokować nasi politycy w związku z ustawą hazardową. Jak do tego ma się sama sieć? Czy pokazywanie obrazów również będzie zakazane, czy też może już jest? Co zatem wolno robić w sieci, a czego nie? Do czego to prowadzi?
Prezentowanie obrazu w sieci bez zgody autora, może zostać uznane za przestępstwo. Choć jest przecież namiastką na ekranie i zrozumie to każdy kto kocha sztukę. Przecież bez względu na dziedzinę sztuki kopia pozostanie kopią i to oryginałem cieszymy się najbardziej. To dlatego kupujemy płyty (choć w naszym kraju są wyjątkowo drogie), chodzimy do kin, teatrów, na koncerty i zdarza się nam nawet chodzić do filharmonii, a są i tacy którzy kolekcjonują obrazy. Oryginał to jednak oryginał. Szczególnie premiera, ale to już w dzisiejszych czasach tylko dla wybranych. Szkoda, że tak jest, ale tak zawsze było, prawda?
Wracając jednak do tematu… Sieć Internet miała swoje własne zasady podstawowe. Proste dla każdego: „nie zabijaj i nie kradnij („|\|0 kil & |\|0 stil” -która dotyczyła komputerów i danych poszczególnych użytkowników sieci) Początkowo skłonność do ich łamania, była zwykle wywołana chęcią zaimponowania, wykazania swojej wiedzy i bardzo rzadko szkodliwa. Dziś w bardzo wielu dziedzinach jest to najzwyklejsze przestępstwo. Kradzieże z kart kredytowych nie są żadnym mitem, to już codzienność. 
Definicja Przestępstwo Internetowe jest określeniem dość rozległym. Przedstawiam definicję sprawiającą wrażenie dokładnej. Przygotowana została w roku 2000 w ramach pracy dyplomowej i daje ogólny pogląd w tej tematyce.
Zastanawia mnie jednak, jak będzie wyglądało karanie, bo co ciekawe przecież zgodnie z Raportem Przestępczości Wirtualnej wykonanym przez MacAffe o jakim możemy skrótowo poczytać choćby w Gazecie Wyborczej. Zgodnie z raportem większość z poważniejszych przestępstw internetowych jeśli nawet nie zainicjowana przez polityków, to jest wywoływana z przyczyn politycznych. Jak w takim razie będzie wyglądało takie karanie? Czy odcinani od sieci będą wykonawcy, czy zleceniodawcy? Ciekawi mnie również, czy przypadkiem pytanie zadane w temacie wspomnianego artykułu nie jest spóźnionym? Może faktycznie prowadzimy już trzecią wojnę światową. Ktoś może sobie pomyśleć, że to jakieś żarty. Powie: „Banialuki mi tu jakieś wciskasz” Prawda jest taka, że hakerzy bardzo często reagują na ruchy polityczne, zwłaszcza na akcje zbrojne. Takie ataki powodują straty rzędu milionów dolarów. Jak o tym się pomyśli to każdy ma ochotę na wprowadzenie takiego prawa internetowego. Jednak kwestię „hackerstwa” jest bardzo trudno ugryźć, zwłaszcza od strony moralnej. Nie podoba się nam myśl o tym, że ktoś może grzebać w naszym komputerze, ale cieszymy się kiedy ktoś w sieci odkrywa przed nami jakieś informacje (choćby to była pogoda, a tym bardziej film czy jakąś płytę, lub nagranie z jakiegoś zdarzenia). Z drugiej natomiast strony boimy się kradzieży z kart kredytowych i jednocześnie z nich korzystamy. Zastanówmy się jednak, czy dobrowolnie z nich korzystamy, czy jesteśmy do tego zmuszani? Czy przypadkiem ograniczając swobodę sieci, pozwalając na pełną kontrolę użytkowników internetu nie wyrazimy tym samym zgody na cenzurę?
Kończąc dodam tylko, że przegapiłem jeden wątek. Artykuł pod tytułem " Szwedzi nie boją się prawa antypirackiego", przedstawia go wyjątkowo dobrze. Autor przedstawia całą sprawę w innym świetle, nie dając jednak odpowiedzi na zadane pytania. Opisuje Szwecję, w której prawo antypirackie już zostało wprowadzone. Zgodnie z artykułem wyszło na to, że Szwedzi zgodzili się na wprowadzenie w życie prawa z którym się nie zgadzają. Ciekawe, czy takie zachowanie Szwedów jest właściwe? Wygląda na to, że my również ograniczymy coś, czego ograniczać nie chcemy.

13 listopada 2009

OBOP'u badania nastrojów

Rano jeden z artykułów skłonił mnie do przemyśleń na temat nastrojów społecznych. Sprawdziłem więc, jak to mam w zwyczaju ot tak pobieżnie, jakie to mamy nastroje społeczne. Wpisałem „analiza nastrojów społecznych” w wyszukiwarce, która podała mi wyniki badań. Badań, które zostały przeprowadzone w 1998 roku. Jak na mój gust to dość stare wyniki, więc poszukałem staranniej i znalazłem świeższe. TNS OBOP na swojej stronie podaje wyniki z 2004r. To już bliżej obecnym nam czasom, ale śmiem nadal twierdzić, że to jest stare badanie. Biorąc pod uwagę zmiany do jakich zaszło w ciągu ostatnich kilku lat, to nawet bardzo stare. Jednak nie myślmy, że urząd ten tak bezczynnie siedzi i nic nie robi, otóż bada zdanie opinii publicznej prawie cały czas. Najczęściej pod kątem preferencji politycznych , jak można wywnioskować z wyników podawanych na stronie tegoż urzędu.
Wracając do moich przemyśleń to interesującym jest, że wg artykułu jaki przeczytałem poszczególne urzędy w każdym z miast, zmuszone są przeprowadzać takie badania same. Dotychczas byłem święcie przekonany, że to właśnie należy do zadań OBOP-u, że to właśnie dlatego istnieje ta organizacja. Jeśli dobrze sobie przypominam to uczono mnie, że ta instytucja jest konieczna do prawidłowego funkcjonowania systemu w jakim żyjemy. Czyżby bajki o czerwonym kapturku i tym podobne jakie mi opowiadano kiedy byłem mały mam zacząć przyrównywać do nauk szkolnych? Przecież okazuje się, że nauki, których mi udzielano różnią się zdecydowanie od realiów tego świata. Czy OBOP ma badać opinię publiczną pod kontem oglądalności programów, zamiłowania do słodyczy, czy preferencji politycznych? Czy też do jego zadań należy badanie kierunków rozwoju jakie nas polaków interesują? Zatem OK, powinien badać również i wymienione kwestie, ale z całą pewnością nie tylko. To trudne zadanie, ale też w tych urzędach pracują bardzo mądre głowy, które dostają wysoce motywujące wynagrodzenia. Choć jak sobie przypomnę jedną taką „mądrą głowę”, która uczyła mnie matematyki na studiach to zaczynam wątpić w prawidłowość funkcjonowania tego urzędu zwłaszcza, że był on tam swego czasu dyrektorem. Natomiast jego "surowość" pod względem oceny studenckich egzaminów podlegała wątpliwościom nawet jego przełożonym na uczelni. ...eh studia, tak czy owak bardzo miły okres w życiu człowieka.
Wracając jednak do tematu wygląda na to, że organizacja badania opinii publicznej jest zaledwie narzędziem politycznym pomagającym co sprytniejszym wybrać odpowiednią opcję podczas wyborów. Ale czy też przypadkiem tego rodzaju badaniami nie powinny zajmować się prywatne firmy, przecież jednocześnie ów urząd miałby więcej czasu na badania tych innych kwestii, które mogłyby okazać się znacznie bardziej przydatnymi podczas rządzenia krajem. Zamiast narzędziem badającym tylko i wyłącznie na potrzeby wyborów ogólne nastroje polaków.
…eh czy Polska zacznie kiedyś zacząć funkcjonować prawidłowo, bez kombinatorstwa, kumoterstwa czy oszustw mniejszych, czy większych, bez mydlenia oczu społeczeństwu?
...
...felieton napisany w 2009 roku